27 Gru

Najlepszy hotel w karpaczu o jakim można pomarzyć!

Wybrałem się ostatnio na wycieczkę w Karkonosze. Wiem wiem. Od razu na myśl przychodzi Wam znany skecz o kupnie domku w Karkonoszach, lecz ja, kierując się zasadą: „jeżeli chcesz się napić piwa, nie musisz od razu kupować całego browaru”, wybrałem dalece mniej angażującą emocjonalnie (i finansowo rzecz jasna) opcję, czyli hotel. Wybór górskich kurortów oferujących w Sudetach tanie i dobre noclegi jest naprawdę zdumiewający, więc nie chcąc ugrzęznąć na długie godziny w internecie, postanowiłem zawierzyć intuicji. Mój wybór padł na Karpacz. Byłem tam jeszcze w dzieciństwie z rodzicami, więc tym bardziej teraz, sam będąc już ojcem i mężem, kierowany sentymentem do czułych wspomnień, postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym i skonfrontować rzeczywistość ze wspomnieniami oraz wprowadzić kolejne pokolenie w magiczny świat górskiego Karpacza.

Hotel karpacz chwali się ponad setką hoteli, pensjonatów, domów wypoczynkowych i kwater, pomyślałem więc, że najbliższy mej naturze oraz zdrowemu rozsądkowi będzie wyjazd spontaniczny, czyli bez wcześniejszej rezerwacji. Wybierając hotel w internecie, a na żywo, to wszak nie to samo. Wolę na własne oczy przekonać się jak wygląda miejsce, w którym spędzę kilkanaście dni urlopu, niż decydować (było nie było) w ciemno.

Zaraz po przyjeździe sama miejscowość zaatakowała mnie takim mnóstwem reklam, plakatów i ogłoszeń o wolnych miejscach, że poczułem się jakbym nadal siedział przed komputerem. Tym bardziej więc zdecydowałem, że sięgając w głąb własnej kieszeni, wybiorę hotel zamiast tańszych z pewnością kwater, zapewniając nie tylko mej duszy (tę ucieszył już sam widok górskich pasm), ale i ciału odpowiednią rzeczy oprawę.

W pierwszym z brzegu hotelu poinformowano mnie, że miejsc wolnych brak. W drugim także. Lekko zaniepokojony, udałem się do trzeciego, czwartego, piątego… Mój niepokój wzmógł się w szóstym, a gdy odesłano mnie także z siódmego, do moich własnych trosk dołączyła zniecierpliwiona takim biegiem spraw żona oraz marudzące coraz bardziej dzieci.

karpacz hotel

Karpacz jest pięknie położony. Kurort ciągnie się wzdłuż górskiego zbocza, a po obu stronach wijącej się jak wąż drogi stoją rzędem hotele. Tego dnia okazało się to być wadą. Wyobraźcie sobie, że wsiadacie do samochodu, przejeżdżacie 50 metrów, wysiadacie, odbijacie się od recepcji, wsiadacie do auta (tam naburmuszona żona i naburmuszone dzieci) i przejeżdżacie… kolejne 50 metrów tylko po to, aby sprawdzić, że tam także brak wolnych pokoi. Tę wędrówkę ludów zakończyłbym pewnie w okropnym budzącym przestrach i drenującym kieszeń gmaszysku pod mianem Hotel Gołębiewski (kto na to wydał pozwolenie???), gdyby nie zrządzenie losu w postaci uprzejmej Pani na recepcji, która widząc bezradny wyraz mojej twarzy, poradziła, abym udał się wyżej, do Karpacza Górnego, gdzie (o czym nie wszyscy wiedzą) znajduje się nie mniej hoteli, które z racji swojego położenia na końcu miasta, z reguły mają jakieś wolne miejsca.

Rzeczywiście. Porada była bezcenna. Znaleźliśmy w końcu ostatni wolny pokój w Hotelu Tarasy Wang, którego położenie u stóp Świątyni Wang i przy szlaku na Śnieżkę, zrekompensował wcześniejsze trudy. Karpacz okazał się starym dawnym Karpaczem, hotel był wyśmienity, a pogoda dopisała.

Uśmiechy mojej rodzinki wracającej po tym urlopie były bezcenne, ale dla wszystkich wybierających się na spontaniczny urlop w Karkonosze mam jedną radę: nie róbcie tego w ferie zimowe! Nigdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *